Ta para spadła mi prosto z nieba, serio. Natrafiliśmy na siebie przez zupełny przypadek, na krótko przed uroczystością tych pięknych ludzi. Okazało się, że nadajemy na tych samych falach i doskonale się rozumiemy, więc było mi dane spędzić z Hanią i Grzesiem pewien kapryśny dzień na początku lipca. Przyjęcie miało cudowny charakter – było kameralne i na zupełnym luzie, jednak nie brakowało w nim ciepła, rodzinnej atmosfery, rozmów i wzruszeń. Hania w sukience z sieciówki wyglądała zjawiskowo, a otoczenie malowniczego Baborówka przeniosło mnie do Włoch.

To był ślub trochę pod prąd, ale pozbawiony jakiegokolwiek nadęcia. W gronie młodej pary, Ich synka i Rodziny bawiłam się jak u najlepszych przyjaciół. Mam nadzieję, że poczujecie to oglądając zdjęcia…

Miejsce przyjęcia: Pałac Baborówko